-
Dlaczego wełna merino to miłość od pierwszego dotyku
Pamiętasz te gryzące swetry z dzieciństwa? Te, które mama kazała wkładać pod kurtkę, a które Ty najchętniej cisnęłabyś w najdalszy kąt szafy? Ja pamiętam. To była prawdziwa trauma. Szorstki, drapiący potwór, który zamieniał zimowy spacer w festiwal drapania się i cichej rozpaczy. Przez lata myślałam, że „wełna” to synonim dyskomfortu. Że tak po prostu musi być – ciepło równa się cierpienie. A potem, zupełnie przypadkiem, w moje ręce trafił niewielki motek włóczki. Był tak nieprawdopodobnie miękki, tak delikatny i puszysty, że nie mogłam uwierzyć, gdy na etykiecie przeczytałam: „100% wełna merino”. To był moment przełomowy. Poczułam, jak całe moje dotychczasowe przekonanie o wełnie rozpada się w pył. Dotknęłam jej, przytuliłam…